Ushuaia. Podróż na Koniec Świata

Wciąż poszukuję miejsc, z których można spojrzeć na wszystko z dystansem, które jak żadne inne inspiruje do rozważań o tym co tak naprawdę jest wartościowe i ważne. Pragnienie to zaprowadziło mnie i moje cudowne, odważne i mądre przyjaciółki: Renię, Anetę i Anię aż na sam Koniec Świata. Do Ushuaia w Argentynie. Historia tej wyprawy jest niezwykła i magiczna, dlatego podzielimy się nią z Wami.
.....
 
.....

Każdy element tej podróży zaplanowałyśmy i zrealizowałyśmy same. Przygotowania finansowe i organizacja każdego punktu od rezerwacji biletów lotniczych, hoteli, wypraw, trekingów i atrakcji na miejscu była naszym autorskim przedsięwzięciem. W każdy z tych punktów włożyłyśmy zaufanie, wysiłek, serce i poświęcenie. Pomimo tego, że mamy już XXI wiek i żyjemy w nowoczesnym zakątku świata to wieść o wyprawie czterech kobiet, mam i żon, na Koniec Świata do Argentyny budziła entuzjazm, uśmiech, doping. Czasem też strach, obawę, zazdrość, zdziwienie. My pokazałyśmy, że RAZEM stanowimy zespół wspierający i niezwyciężony, pełen energii i wiary w to, że niemożliwe nie istnieje a zrealizowanie własnego marzenia o wielkiej przygodzie jest naszym prawem.

.....
Przystanek Alaska? :)
.....

14 000 km od domu - Koniec Świata

.....
Z Puerto Iguazu na granicy z Brazylią do Ushuaia, miasta położonego na samym krańcu Ameryki Południowej, dostajemy się w ciągu kilku godzin dzięki podróży samolotem lokalnych linii lotniczych Aerolineas Argentinas. Ze strefy subtropikalnych lasów i wodospadów przenosimy się szybko, niczym w maszynie do podróży w czasie i przestrzeni. Wychodzimy z lotniska, odziane w puchowe kurtki i ciepłe buty wprost do innego świata - Ushuaia najbardziej na południe wysunięte miasto na świecie, oddalone zaledwie kilkaset mil od Antarktydy. 
Pierwsze wrażenie? 
Wiatr, chłód około 0 stopni C (a tu mamy lato), krystalicznie czyste powietrze, niezbyt wysokie góry pokryte śniegiem. Niska i kolorowa zabudowa przywodzi na myśl scenografię z serialu " Przystanek Alaska". A Polska jest jakieś 14 000 km stąd. Daleko.
.....
.....
Ushuaia jest stolicą terytorium federalnego obejmującego Ziemię Ognistą, Antarktydę i Wyspy Południowego Atlantyku, leży nad Kanałem Beagle, należy do Argentyny, a sąsiedztwo z Chile jest tak bliskie, że stojąc w porcie widzimy góry Chile po jednej a Argentyny po drugiej stronie kanału, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Niektóre wzniesienia są nawet dosłownie podzielone między te dwa państwa.

Bierzemy taksówkę i udajemy się do naszego "hotelu". Tym razem wynajęłyśmy domek na wzgórzach za miastem, w lesie. Mamy do dyspozycji jedną sypialnię, łazienkę i kuchnię a na środku salonu kultowy piecyk "kozę" do ogrzewania wnętrza … to naprawdę Przystanek Alaska :)

.....
 
.....

Pierwszego dnia idziemy na spacer po mieście, nie zabiera nam to dużo czasu, a do tego praktycznie wszędzie da się dojść na nogach. Zatrzymujemy się na dobrą lokalną kolację. Jemy świeże ryby, zapiekanki z krabów i rozgrzewające zupy. Jedzenie jest pyszne, każdy znajdzie coś dla siebie, a do tego wyśmienite argentyńskie wino. Odwiedzamy nawet salon motocyklowy Triumpha :). Szkolne boisko, byłe więzienie, którego "mieszkańcy" pracowali przymusowo przy rozwoju regionu. 

.....
.....

Docieramy do wielkiego napisu USHUAIA, powiem nieskromnie, to nawet bardziej celebryckie doznania niż być pod napisem Hollywood, bo tutaj na Koniec Świata naprawdę mało kto dociera. Obok napisu stoi pomnik ku czci ofiar wojny o Falklandy. Słynne wyspy są oddalone o zaledwie kilka godzin rejsu od naszej miejscówki. Teraz naprawdę czuć surowy powiew wiatru historii. Pora odpocząć, wreszcie idziemy spać bo następnego dnia mamy w planie przepłynąć Kanał Beagle

.....

Droga między Oceanami - Kanał Beagle

.....
 
.....
Wybieramy wygodną łódź turystyczną firmy Rumbo Sur. Bilety na rejs zabukowałyśmy wcześniej, przez internet. Rankiem wypływamy z portu w Ushuaia i niemal od razu wczuwamy się w klimat dawnych czasów, pierwotnych krajobrazów. Nazwa Kanału Beagle pochodzi od imienia statku, na którym przybyli pierwsi odkrywcy Ziemi Ognistej z Europy. Warto ten fakt zapamiętać, kiedyś miałam takie pytanie grając na smartfonie w Milionerów :). Widoki są piękne, niezmienione, jakby zatrzymane w czasie. Stojąc na dziobie łodzi po prawej stronie mamy wybrzeże Chile, po lewej Argentyny. Surowy klimat, ciemna i wzburzona tafla wody, skały wyłaniające się z fal i gęsto zalesione wzgórza pokryte śniegiem. Szerokość Kanału Beagle jest na tyle mała, że możemy doskonale obserwować krajobrazy z obu stron.
.....
 
.....

Lwy morskie, odwieczni mieszkańcy Ziemi Ognistej, biorą w absolutne panowanie skalne wysepki pośrodku wzburzonej wody, nic nie robiąc sobie z granic terytorialnych wyznaczonych przez ludzi. Obserwowanie tych zwierząt w ich naturalnym środowisku robi na nas piorunujące wrażenie. Na lwich wysepkach jest bardzo głośno, jakby właśnie całe rodziny wymieniały się najciekawszymi plotkami. Hałas jest wręcz zaskakujący.

.....
 latarnia na końcu świata
.....

Płyniemy kolejne 30 minut i docieramy do kolonii pingwinów magellańskich. Tu z kolei zaskakuje nas absolutna cisza, spokój, jakiś rodzaj dostojności, a za chwilę psota i nurkowanie po rybkę na obiad. W pobliżu szybują tutejsze odmiany drapieżnych ptaków: sokoły i jastrzębie. Ach, świat byłby cudownym miejscem, gdyby zwierzęta mogły żyć niezagrożone i wolne. Dlaczego wymyśliliśmy klatki i cyrki?

.....
 
.....
Kiedy wracamy do portu w Ushuaia, idziemy coś zjeść, a po drodze zahaczamy jeszcze o lokalny bazar z rękodziełem i bazę wypadową dla statków, które wypływają na Antarktydę. Potem wracamy taksówką do naszego leśnego schroniska. Surowy klimat Ushuaia i Ziemi Ognistej zadziałał na nas kojąco, ukazał też piękno i ogrom przyrody. A to dopiero przedsmak, bo już następnego dnia....(o tym napiszę w następnym poście :)).
.....

Podróż to pasja

.....
Kanał Beagle łączy Atlantyk i Pacyfik
.....
"Kiedyś często mnie pytano - a zdarza się to i teraz - czy nie zamierzam emigrować. A ja odpowiadam: przecież już wyemigrowałem. Mój dom jest gdzie indziej, w innym państwie. Ja muszę podróżować, muszę jeździć. Kiedy posiedzę w jakimś miejscu, niekoniecznie w Polsce, gdziekolwiek, zaczynam się nudzić, zaczynam być chory, muszę jechać dalej. Strasznie jestem ciekaw świata. Zawsze ubolewałem, że jeszcze nie byłem tu i tam." 
Ryszard Kapuściński napisał te słowa w jednej ze swoich wspaniałych książek "Autoportret reportera". Książek, które pochłaniałam zafascynowana, siedząc w swoim dziecięcym pokoju i potem na studiach, marząc o wspaniałych wyprawach i odkrywaniu świata.
.....
.....

Każdy ma swoją drogę by dojść tam, gdzie jego miejsce, czasem ta droga jest nieoczywista i pokręcona, a czasem pełna przygód jak u Kapuścińskiego. Dziś podróżowanie jest już znacznie bardziej dostępne, dlatego sukcesywnie krok po kroku realizuję pasję odkrywania świata, poznawania innych kultur, ich zwyczajów i tradycji. To mnie uczy pokory i patrzenia z szacunkiem na różnorodność jaka nas otacza. Kiedy mogę zainspirować do tego innych, to już naprawdę serce rośnie.

.....
.....

Pasja podróżowania zmusza do głębokiej refleksji nad tym, że może jednak nie jesteśmy pępkiem świata, nie mamy patentów na jedno najlepsze rozwiązanie, może gdzie indziej na świecie to, czym się zajmujemy z taką zawziętością dzień po dniu nie jest nawet warte uwagi, a może wręcz odwrotnie, ktoś gdzieś już dawno wymyślił rozwiązanie inne ale równie skuteczne? Upewniam się, że to co wartościowe to prawdziwi przyjaciele, ich wsparcie i zrozumienie, ludzie, którzy podzielą się ciepłą herbatą ze swojego termosu, kiedy będzie mi naprawdę zimno. Ludzie, z którymi możesz jechać nawet na Koniec Świata. Na resztę szkoda czasu :)

.....
.....

Podróż w głąb siebie

.....

Tu na Końcu Świata w Ushuaia wszystko objawia nam się w swojej czystej i prostej postaci, nawet kawa smakuje inaczej, lepiej :). Wymieniając się wrażeniami "na gorąco" o tym punkcie naszej wyprawy dostrzegamy bardzo wyraźnie wszystkie przeszkody, jakim stawiłyśmy czoła, by tu dotrzeć. W nagrodę za ten trud mamy szansę zobaczyć doskonały, cudowny, prosty, surowy, piękny świat. 

.....
.....

Biorąc to wszystko pod uwagę, z tej perspektywy, nasze życie zyskuje inny, bogatszy i mistyczny wymiar. Wiemy już, że ta wyprawa jest po coś więcej niż tylko zwiedzanie kolejnych atrakcji, że to droga w głąb siebie ponieważ przekornie to właśnie tam mamy najwięcej do okrycia!  Zdecydowanie, było warto pojechać po to objawienie aż na Koniec Świata!

.....
.....

By accepting you will be accessing a service provided by a third-party external to https://followmyflow.com.pl/